Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 094 856 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Rozdział 1 "Medalion"

sobota, 21 kwietnia 2012 12:43

Sobota

"Dzisiaj wstałam wyjątkowo wcześnie. Jestem dziwna, bo w sobotę rano zamiast spać, jak każdy normalny człowiek, ja siedzę i piszę w pamiętniku. Ale już od kilku dni czułam, że muszę coś z siebie wydusić. Dlaczego nie Caroline lub Bonnie? Sama nie wiem. Chyba by nie zrozumiały. Przez ostatni czas bardzo się zmieniłam. Kiedyś mogłam powiedzieć dziewczynom wszystko, bez osądzania i wytykania błędów. Ale cóż, chyba wszyscy się zmieniliśmy. Ja, Caroline, Stefan i... Damon. Z nieczułego wampira, który łamał serca dziewczynom, a potem po prostu je zabijał, stał się kochającym bratem, dobrym przyjacielem i... . Nie, nie napiszę tego. Nie potrafię. Mam jakąś barierę, coś mnie blokuje, jakiś anioł stróż czuwa nade mną i nie chce, żebym powiedziała o tym, co czuję, bo mogę kogoś zranić."

Elena Gilbert przerwała pisanie i spojrzała w okno. Mimo zasłon, słońce usilnie starało się dostać do jej pokoju. Elena wstała z łóżka i podeszła do okna. Szybkim ruchem rąk odgarneła na bok zasłony. Zaświeciło jej w oczy poranne, wschodzące słońce. Dziewczyna westchnęła i mimowolnie się uśmiechnęła. Pół godziny później była już ubrana i umalowana. Szatynka zeszła na dół i zrobiła śniadanie sobie, i Ricowi. Po zjedzeniu wzięła torbę, kluczyki i pojechała do Bonnie.

-Cześć Bonnie.

-Hej, nie spodziewałam się ciebie tak wcześnie rano.- Bonnie uśmiechnęła się promiennie i wpuściła przyjaciółkę do środka, mimo że była jeszcze w piżamie.

-Wczoraj przez telefon mówiłaś, że to ważne. Więc jestem.

-Chciałabym ci coś dać. Znalazłam to parę dni temu w rzeczach babci.- Bonnie trzymała w ręku naszyjnik z wielkim czarnym kamieniem.

-Co to jest?

-Medalion.

Elena spojrzała na nią ze zdziwieniem.

-Medalion? Naprawdę?- zaśmiała się.- Skąd go masz?

-Należał do mojej babci. Będzie cię chronił.

-W jaki sposób?

-Jeszcze nie wiem. Ale znajdę coś na ten temat i dam ci znać.

-No nie wiem Bonnie. To wygląda tak, jakby to był medalion przekazywany w twojej rodzinie od pokoleń.

-Możliwe, ale babcia nie zdążyła mi go dać. A teraz ja daję go tobie. Nie wiem, czy on naprawdę chroni, ale ty jedyna nie jesteś tu bezpieczna.

Elena podeszła do przyjaciółki i mocno ją przytuliła.

-Rozmawiałaś ostatnio z Jeremym?

-Nie, ale mam dla ciebie propozycję.- Elena uśmiechnęła się tajemniczo.

-Jaką?- Bonnie była bardzo ciekawa, co wymyśliła jej przyjaciółka.

-Możemy jutro do niego pojechać.

-Do Denver?

-Tak. Właśnie tam.

-Mamy szkołę.

-Tylko na jeden dzień. Tylko na jutro.

-Myślisz, że powinnam jechać?

Elena nie odpowiadała przez chwilę.

-Myślę, że tak. Myślę, że ucieszyłby go widok nas obu.

-Dzięki- Bonnie się szeroko usmiechnęła.- Pamiętasz, że idziemy dzisiaj z Caroline do "Mystic Grill"?

-Musimy?

-Tak. Musimy. Caroline nas zabije.

I obie zaczęły się śmiać.

***

W samochodzie, po drugiej stronie ulicy, siedziało dwóch mężczyzn: starszy i młodszy.

-To ona?- młodszy wskazał głową wsiadającą do samochodu szatynkę.

-Tak. To ona. To na pewno ona. Klaus opisał ją bardzo dokładnie.

-I co mamy teraz zrobić?

-Nic.

-Nic?- młodszy spojrzał zdziwiony na kolegę.

-Mamy ją tylko śledzić i czekać na wskazówki Klausa.

-A więc to ona.

-Tak. To ona. Elena Gilbert.

***

Wieczorem przyjaciółki poszły do "Mystic Grill", ponieważ odbywała się tam impreza z karaoke.

-Dużo ludzi- stwierdziła Caroline.- Nie wiem, czy znajdziemy gdzieś miejsce.

-My pójdziemy po drinki, a ty zajmij się stolikiem pod ścianą.- Bonnie puściła oczko blondynce i obie z Eleną podeszły do baru.

-To co dzisiaj pijemy?

-Wszystko.- odpowiedziała Bonnie z szerokim uśmiechem i obie zaczęły się śmiać.

Impreza trwała, wszyscy dobrze się bawili, dziewczyny piły kolejne drinki.

-To może teraz będziemy wymieniać imiona znanych nam mężczyzn i mówić co do nich czujemy.- Caroline spojrzała wyczekująco na przyjaciółki.

Po chwili milczenia Elena powiedziała:

-Ok. Niech będzie.

-O tak. Super.- Bonnie nie wyglądała na zachwyconą tym pomysłem.

-Daj spokój, będzie fajnie- Caroline pisnęła z radości.- Ok, to ja zaczynam. Matt?

-Przyjaciel.- stwierdziła Bonnie.

-Tyler?

-Chłopak mojej przyjaciółki.- Elena uśmiechnęła się szeroko.

-Masz szczęście- Caroline puściła jej oczko.- Stefan? Eleno?

-Kocham go.- Elena odpowiedziała z ogromną pewnością.

-Tak wiemy, ale-

-Ale co?- przerwała jej szybko szatynka.

-Nic, tylko... Damon.- Caroline spojrzała na nią z powagą.

-Nic nie czuję do Damona. Jesteśmy tylko przyjaciółmi.

-Ok, niech ci będzie.- Caroline się usmiechneła.

-To co? Zdrowie?- Bonnie się zaśmiała i dziewczyny wypiły kolejne drinki.

Elena wróciła do domu po północy. Ric był na górze i chyba już spał. Dziewczyna wzięła szybki prysznic, zmyła makijaż i przed snem zaczęła pisać w pamiętniku.

Niedziela

"Właśnie wróciłam z Grilla z imprezy. Czuję się naprawdę okropnie. Musiałam skłamać dziewczynom prosto w oczy. Nie mogłam powiedzieć im prawdy. Nie, to bez sensu. Przecież to i tak by niczego nie zmieniło. Wręcz przeciwnie. Mogłoby coś pogorszyć. Coś między mną i Stefanem, i coś między mną a Damonem. Dzisiaj jadę z Bonnie do Denver. Do Jeremy'ego. Nie wiem, czy kłaść się spać, czy przygotować do drogi. A poza tym, coś się zaczyna ze mną dziać. Dziwnie się czuję. Nie potrafię tego opisać, ale mam to odczucie odkąd założyłam medalion Bonnie. Muszę z nią porozmawiać. A teraz chyba jednak pójdę spać."

***

Gdy Elena się obudziła było już po dziewiątej. Dziewczyna zeszła na dół i zobaczyła siedzących w kuchni Rica i Bonnie.

-O! Nareszcie wstałaś.- od progu wesoło przywitała ją przyjaciółka.

-Co tu robisz tak... z rana?- zdziwiła się Elena.

-Wydawało mi się, że wczoraj proponowałaś mi wyjazd do Jeremy'ego, ale może się mylę.

-Nie, nie, wezmę tylko parę rzeczy i możemy jechać.

-Spokojnie, zdążycie- zapewnił ją Ric.- Zjedz z nami śniadanie.

Po śniadaniu dziewczyny wzięły swoje rzeczy i ruszyły w drogę.

-Musimy porozmawiać Bonnie.

-Ok, ale o czym?

-O... tym.- Elena wskazała na medalion, który miała na szyi.

-Nie miałam za bardzo czasu, żeby to sprawdzić, ale wzięłam ze sobą starą księgę rodu Bennett. Może się czegoś dowiemy.

-Oby, bo- Elena westchnęła.- Sama nie wiem. Mam dziwne odczucie odkąd zaczęłam go nosić.

-Jakie odczucie?

-Jakbym nie była sobą. To znaczy, cały czas jestem sobą, ale tak jakby inaczej. Rozumiesz mnie?

-Nie, nie za bardzo.- zaśmiały się obie.

-Ok, ja tego nie potrafię wyjaśnić, dlatego znajdź coś. Jakieś informacje.

-Postaram się.

-Aha i... czy mogłabyś przy Jeremym nie wspominać o Stefanie i Damonie? Nie chce, żeby się martwił, zastanawiał. To jest dzień tylko dla was.

-Dobrze, ale... dzień tylko dla nas? Żartujesz? Będziemy tam razem. Będzie fajnie.- i obie się do siebie uśmiechnęły.

Po kilku godzinach były już na miejscu. Przyjechały do domu przyjaciół rodziców, u których Jeremy teraz mieszkał. Drzwi otworzyło im małżeństwo: Romilda i Thomas Anderson. Wpuścili je do domu i zawołali Jeremy'ego.

-Cześć Jeremy- powiedziała Elena z uśmiechem, po czym podeszła i mocno uścisnęła brata.- Nie masz pojęcia jak się za tobą stęskniłam.

-Tak, ja za tobą też- Jeremy odwzajemnił uścisk siostry.- Co wy tu robicie?

-Odwiedzamy cię i- Elena przerwała i spojrzała na przyjaciółkę.- Bonnie się za tobą stęskniła.

-To prawda?- zapytał Jeremy z nadzieją w głosie.

-Tak, to prawda.- odpowiedziała cicho Bonnie i również uścisnęła go na powitanie.

-Chodźcie, oprowadzę was po mieście i pójdziemy coś zjeść.

Wszyscy troje w dobrych nastrojach ruszyli przed siebie.

***

Stefan i Damon siedzieli razem w salonie, trzymając w ręku kieliszek. Nagle ktoś zapukał do drzwi.

-Mogę wejść?- zapytał Ric wchodząc do salonu.

-Już wszedłeś, ale tak. Możesz.- odpowiedział Damon nawet nie ruszając się z miejsca.

-Coś się stało?- spytał Stefan.

-Nie, nic. Po prostu Elena z Bonnie pojechały do Denver, Meredith ma dyżur w szpitalu, a ja nie chciałem siedzieć w domu sam.

-Trzymaj, poprawi ci humor.- Damon podał mu kieliszek z alkoholem.

-Coś się stało u was?

-Nie, skądże.- Stefan nalał sobie kolejny kieliszek Szkockiej.

-Co jest?- Ric zwrócił sie do Damona.

-W mieście są nowe wampiry.

-W Mystic Falls?

-Yep.

-Nowe? Co to znaczy nowe?

-Nie mam pojęcia, ale wygląda na to, że mamy kolejny problem na głowie.

Alaric tylko westchnął i wypił do dna swój trunek.

-Dlaczego nie pojechałeś z dziewczynami do Denver?- spytał Damon, biorąc łyk Burbona.

-Chciały jechać same. Nie wiedziałem nic o tych wampirach. Myślicie, że chodzi im o Elenę?

-Przecież zawsze chodzi o Elenę- Damon wstał i podszedł do okna. Stefan uważnie mu się przyglądał.- Ale to nie jest nasz jedyny problem.

-Nie? A co jeszcze?

-Oni znają Klausa- tym razem odezwał się Stefan.- Współpracują z nim.

-Ale o co im chodzi?

-Krąży pewna legenda o rodzie Petrovych. Chcą dowiedzieć się o co dokładnie chodzi. Do tego potrzebne są im dziewczyny.

-Skąd to wszystko wiecie?

-Nie myśl, że ci powiemy- odparł Damon ze swoim ironicznym uśmieszkiem.- Nie wyjawniamy swoich tajemnic zawodowych.

-No tak, mogłem się domyślić.- Alaric tylko pokręcił głową i nalał sobie kolejny kieliszek alkoholu.

***

W Denver była bardzo ładna pogoda. Jeremy, Bonnie i Elena spacerowali po mieście, oglądając najfajniejsze miejsca, w których Jeremy zwykle spędzał czas. Właśnie przechodzili obok "Denver's Club", gdy Bonnie coś zauważyła.

-Co jest Bonnie?- zapytał Jeremy, gdy szatynka stanęła przed wejściem do baru i spoglądała na drugą stronę ulicy.

-Mam wrażenie, że ten samochód jechał za nami całą drogę od Mystic Falls.- Bonnie wskazała głową czarny samochód z przyciemnianymi szybami stojący naprzeciwko nich.

-Wejdźmy do środka. Tam będzie bezpieczniej.- zaproponował Jeremy i tak właśnie zrobili.

-Okej, weźmy się za lekturę- Bonnie wyciągnęła z torby wielką księgę i położyła ją na środku stolika, przy którym siedzieli.- Jeśli ten medalion faktycznie chroni, to może być o nim wzmianka w roku 1864.

-Ale to był ten rok, w którym Emily-

-Tak, dokładnie ten- Bonnie przerwała przyjaciółce i otworzyła księgę na odpowiedniej stronie.- Myślę, że ten medalion mógł do niej należeć.

-Może niekoniecznie do niej. Może należał do jej matki lub babci. Przecież medalion Emily sama zniszczyłaś.- odezwał się Jeremy.

-Tak, możesz mieć rację, dlatego musimy to sprawdzić.

Siedzieli chwilę w milczeniu, ponieważ Bonnie nie czytała księgi na głos.

-Jest!- zawołała triumfalnie mulatka po kilku minutach.- "Medalion rodowy Bennettów. Ma niezwykłe właściwości lecznicze. Chroni przed niebezpieczeństwami tego, kto go nosi. Może łączyć emocjonalnie osobę, która go nosi z czarownicą, do której on należy. Czarownica z linii Bennett może rzucać i zdejmować z niego uroki. Pochodzi prawdopodobnie z XVII wieku z Anglii. Jego pierwszą właścicielką była Georgina Bennett. Medalion posiada ogromną moc dla tego, kto potrafi się nim posługiwać."

-Ale co to w ogóle znaczy?- zapytał Jeremy.

-Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. Nie znam się na tym. Ale wiem jedno.

Jeremy i Elena spojrzeli na nią wyczekująco.

-To nie znaczy nic dobrego.

Jeremy prychnął.

-To nie jest śmieszne Jer. Tu chodzi o Elenę.

-Po co w ogóle jej ten medalion?

-Gdy będzie w niebezpieczeństwie wyczuję to.

-Jak?- wtrąciła się Elena.

-Przez połączenie.

-Bonnie mów jaśniej.- Jeremy się do niej uśmiechnął.

-Medalion należał do czarownicy Bennett, czyli czarownica Bennett- wskazała na siebie.- może połączyć swoją osobę z inną. 

-Czyli możesz połączyć mnie ze sobą poprzez zaklęcie?

-Tak. Myślę, że mogę.

-Ale co to da?

-Będziemy mogły wyczuć, gdy któraś z nas będzie w niebezpieczeństwie.

-Bonnie wydaje mi się, że wiesz coś, o czym my nie wiemy.- Jeremy nagle zrobił się podejrzeliwy.

-Miałam wam tego nie mówić.

-Czego miałaś nie mówić?- Elena spojrzała wyczekująco na przyjaciółkę.

-Pierwotni prawdopodobnie nie są naszym jedynym problemem.

-Nie?- Jeremy się zdziwił.- A co jeszcze?

-W mieście pojawiły się nowe wampiry- powiedziała Bonnie.- Dużo starsze i dużo silniejsze od Salvatorów.

-Skąd to wiesz?- zapytała Elena.

-Rozmawiałam z Damonem. Powiedział mi o tym.

-To dlaczego mówisz mi to dopiero teraz?

-Damon nie chciał cię martwić. Powiedział, że póki nic o tym nie wiesz, jesteś bezpieczna, bo się w to nie angażujesz.

-A od kiedy uważasz, że Damon wie, co jest dla mnie najlepsze?

-No racja, nie pomyślałam.

Wszyscy troje się roześmiali.

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Wstęp

niedziela, 15 kwietnia 2012 23:23

Witam! We wstępie chciałabym zauważyć, że jest to mój pierwszy blog o takiej tematyce, w ogóle jest to mój pierwszy blog, dlatego mile widziane są różnego rodzaju komentarze, opinie i uwagi dotyczące moich opowiadań. Będę starała się dodawać rozdziały jak najczęściej (raz na tydzień lub na dwa tygodnie), ale niczego nie obiecuję. Dodawanie rozdziałów będzie zależeć od ilości zajęć i nauki, weny twórczej oraz dużej ilości waszych komentarzy. Pod tą notką piszcie jakie macie oczekiwania co do opowiadań, czy mają być o jakiejś konkretnej treści, czy zdajecie się na moją wyobraźnię. Ale pamiętajcie, że na tym blogu będzie panowała jedna zasada: czytasz=komentuj ;) Pierwszy rozdział postaram się dodać w ciągu najbliższych dwóch tygodni (ten lub następny weekend). Miłej lektury ;)


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

czwartek, 24 kwietnia 2014

Licznik odwiedzin:  353  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

Statystyki

Odwiedziny: 353
Wpisy
  • liczba: 2
  • komentarze: 4
Galerie
  • liczba zdjęć: 13
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 0
Bloog istnieje od: 740 dni

Ulubione strony

Ulubione blogi

Archiwum

O moim bloogu

Opowiadania o serialu The Vampire Diaries, serial widziany moimi oczami *_*

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl